|


|
Podróże
|
W latach
80-tych Renoir wiele podróżował. W
1881 roku po raz pierwszy odwiedził Algier,
którego klimat służył mu na tyle dobrze, że powrócił tam po
roku jako rekonwalescent po przebytym zapaleniu płuc. Kolejną
dłuższą wyprawą był wyjazd do Włoch.
Zwiedził Mediolan, Wenecję i Florencję,
zachwycił się sztuką mistrzów renesansu
(m.in.Rafaelem, 1483-1520)
i malarstwem pompejańskim wystawionym w muzeum neapolitańskim.
Wspominał jednak: "Byłem znużony zręcznością tych różnych
Michałów Aniołów i Berninich;
za dużo draperii, za dużo fałdów, za dużo muskułów! Lubię,
kiedy malarstwo ma w sobie coś odwiecznego, ale tego nie podkreśla;
lubię odwieczność ukrytą w codzienności i podpatrzoną na rogu
sąsiedniej ulicy; na przykład służącą, co przerywa na chwilę
zmywanie garnków i staje się Junoną na swoim Olimpie!".
Podczas podróży powstawały
widoki zwiedzanych miast, spośród których najbardziej znane
są płótna przed stawiające Wenecję - Plac
sw. Marka i Wenecja- mgła.
W Madrycie,
do którego Renoir wyruszył
w 1889 roku, podziwiał infantki
DiegaVelazqueza (1599-1660).Wspominał:
"Byłem w Hiszpanii, w cudownym nastroju, bo obejrzałem
właśnie Velasqueza. Wszedłem do sklepu po papierosy. Jakiś
dumny hidalgo wybierał sobie właśnie cygaro. Nie znając hiszpańskiego,
rozumiałem z jego wywodów tylko dwa słowa (...) colorado i
claro. Doznałem olśnienia. Barwny i jasny. Oto jak odkryłem
tajemnicę Velasqueza!". Renoir kilkakrotnie wyjeżdżał
na północ Francji, gdzie malował w miastach i na plażach
Normandii. Wraz z żoną zwiedził
m.in. normandzkie wyspy Guernsey
i Jersey, bywał także na południu,
gdzie razem z Claudeem Monetem
pracował na Lazurowym Wybrzeżu. Dużo malował. O jego ciągłej
potrzebie pracy Vollard
pisał: "Kiedy po całorocznej pracy Renoir pozwalał sobie
na wakacje - czy to w Vargemont
u swego przyjaciela Bernarda,
czy w Essoyes,
skąd pochodziła jego żona, a później w Magagnosc-Grasse,
zanim osiedlił się na stałe w Cagnes
[dziś Cagnes-sur-Mer] - było w dalszym ciągu tak samo: rano
pracownia i po południu pracownia z tą tylko różnicą, że w
piękny dzień pracownią stawała się szczera wieś".
|
W stronę Ingrese'a
"Około roku 1883
nastąpiło w mojej twórczości jakby załamanie - zwierzał
się Vollardowi Renoir. W impresjonizmie
doszedłem aż do końca i stwierdziłem, że nie umiem ani malować,
ani rysować. Słowem, byłem w impasie". Stan niezadowolenia
i irytacji spowodował, że Renoir zniszczył
kilka swoich dawnych obrazów, symbolicznie wyrzekając się ich. Kryzys
impresjonizmu łączył się również z wewnętrznymi
trudnościami artysty. Niepokój i złe samopoczucie wpłynęły na manierę
malarską, która ewoluowała. Poszukując wyjścia z impasu, Renoir
zwrócił się w stronę sztuki klasycznej.
Nowy styl określany przez krytyków słowami "cierpki",
"kwaśny", "ingresowski" charakteryzował
się bardziej dokładną kreską, bledszymi barwami, gładszymi pociągnięciami
pędzla. Już w młodości ujawniło się zainteresowanie Renoira plastyką
nagiego ciała (powstały wówczas rysunki - studia aktów), teraz doprowadziło
ono do fascynacji twórczością jednego z największych francuskich
klasycystów, Jeana Auguste'a Dominique'a
Ingresa (1780-1867). Te zamiłowania rozwinęły się jeszcze
bardziej pod wpływem Paula Cezanne'a
(1839-1906), z którym Renoir
przyjaźnił się w tym okresie. Zainspirowany malarstwem pompejańskim
oraz płótnami mistrzów włoskiego quattrocenta, artysta bardziej
skoncentrował się na rysunku, wygładził fakturę i ograniczył paletę
do chłodnych tonów. W zadziwiający sposób udało mu się połączyć
zdobycze impresjonizmu z dostojeństwem charakterystycznym dla sztuki
klasycznej.
Perłowe akty
Około 1887
roku w twórczości Renoira nastąpiły
kolejne zmiany - pojawił się nowy styl zwany perłowym,
w którym kreska stała się delikatniejsza, a barwy żywsze i bardziej
wyraziste, z przewagą czerwieni. Znikła gama zimnych tonów, pozostały
ciepłe, perłowe, w dziesiątkach odcieni. Rozwijając nowy styl, twórca
nie zrezygnował z tego, czego nauczył się od Ingresa,
jego obrazy stały się "rzeźbiarskie", a formy pełne i czyste. Świadczą
one o sile osobowości Renoira, o
jego umiejętności pozostawania sobą przy jednoczesnym wzbogaceniu
własnego malarstwa osiągnięciami poprzednich pokoleń. Owocem kilku
lat wytężonej pracy była kompozycja Kąpiące się (zwane często
Wielkie kąpiące śle), którą sam malarz uważał za doskonałą.
Nawiązał w niej do malarstwa w "wielkim stylu", do tradycji mitologicznego
aktu. Odnajdujemy tu echo klasycznych, wyważonych układów, wystudiowanych
gestów i starannego modelunku. Swoboda, syntetyczne budowanie brył
nagich kobiecych ciał przez prowadzenie pędzla za ich kształtem,
jasna, "perłowa" tonacja, starannie przemyślana, klasyczna kompozycja
- wszystko to złożyło się na wrażenie bezpretensjonalnego, lecz
także tradycyjnego wdzięku. Renoir mawiał:
"Najprostsze tematy są wieczne. Naga kobieta wychodzi ze słonej
fali albo ze swego łóżka, nazywa się Wenus albo Nini. Nie wymyśli
się nic lepszego"
Do tej wypowiedzi malarza nawiązuje
krytyk i historyk sztuki Joanna Guze
w książce Impresjonizm: "Nie wymyślił nic lepszego, ale
traktował ten temat rozmaicie w rozmaitych okresach swego malarstwa.
W czasach młodości Renoira kobieta
nazywała się Wenus: nienawidził jej, kazano mu . ją kopiować w pracowniach,
z gipsów antycznych. W czasach impresjonizmu nazywała się Nini:
miał do niej wyraźną słabość, malował ją wiele razy, rozebraną i
ubraną, samotną i w towarzystwie mężczyzn, którzy nie zdejmując
kapeluszy, tańczyli z nią na balach w Moulin
de la Galette i obejmowali ją ramieniem przy stoliku w podmiejskiej
knajpce. Pierwsza nie wychodziła ze słonej fali: była aktem, za
którym jeśli nie stał akademizm, to Courbet;
druga nie tyle wychodziła z łóżka, ile szła do łóżka: przyrzekała
to każdym spojrzeniem, każdym ruchem, każdym uśmiechem. Potem dopiero
przestała być tradycyjnie rozebraną Wenus i okazjonalnie rozebraną
Nini. Nie nazywała się wcale, nie rozbierała się nigdy, była zawsze
naga, zawsze leżała nad brzegiem wody - różowe mięso na tle różowego
pejzażu - zawsze stała pod drzewami, ukazując dawny naiwny profil
i słodkie oko, ale nie liczył się ani profil, ani oko, liczyło się
ciało, skłębione, gęste, olśniewające, do ostateczności materialne
i całkowicie wymyślone przez sztukę zwaną malarstwem: była aktem
Renoira, formą i materią stworzoną przez jego oko i rękę,
jego ostatnim zwycięskim słowem".
|



|