JEJ PIERWSZE WYJSCIE (CAFE-CONCERT), olej
na płótnie, 65 x 50 cm, ok.1876 r., National Gallery, Londyn
Charakterystyczne dla malarstwa impresjonistycznego
były próby uchwycenia na płótnie piękna ulotnej chwili, na podobieństwo
fotografa wykonującego zdjęcie. Przykładem specyficznego dla tej
grupy, "fotograficznego" kadrowania kompozycji jest obraz
Jej pierwsze wyjście (Cafe-Concert).
Fragmentarycznie i wydawałoby się przypadkowo "ucięta"
(jak na zdjęciach) została postać samej bohaterki, a także jej towarzyszki.
Widoczne w głębi postaci są nie ostre jak na fotografii wykonanej
obiektywem nastawionym na ostrość pierwszego planu. Renoir potraktował
przedstawianą scenę subtelnie, odniósł się z czułą sympatią do onieśmielonej,
ładnej dziewczyny, która po raz pierwszy znalazła się w centrum
życia towarzyskiego. Sytuacja młodej i wrażliwej panny, jej emocje,
zawstydzenie i jednocześnie bezwiedne poddawanie się urokowi barwnego
i ożywionego tłumnego towarzystwa przywodzą na myśl postaci z powieści
Zoli. Renoir zdołał uwiecznić krótki moment oszołomienia i zachwytu
młodej damy. Podczas malowania tego obrazu artysta eksperymentował
z kolorami. Nie lubił błękitu pruskiego i starał się go zastąpić
innymi barwami. Jednak po wielu próbach powrócił do pierwotnego
zamiaru - niebieska suknia dziewczyny została namalowana na bazie
tej właśnie farby. W książce Słuchając Cezannea, Degasa i Renoira
Vollard cytuje rozmowę z Renoirem,
jaka miała miejsce wiele lat po namalowaniu obrazu, podczas której
artysta wypowiedział się na temat nowych rozwiązań wprowadzanych
do malarstwa: "- To prawda, że według pana nie istnieje
najmniejszy postęp w malarstwie? - Postęp w malarstwie? Oczywiście,
że nie. Żaden, ani pod względem idei, ani pod względem wykonania.
Niech pan weźmie choćby taki przykład: chciałem kiedyś zmienić żółty
w mojej palecie i przez dziesięć lat nie mogłem z tego wybrnąć!
W sumie biorąc, paleta dzisiejszych malarzy pozostała taka sama,
jak za czasów malarzy z Pompei, z tym że później był jeszcze Poussin,
Corot i Cezanne;
idzie mi o to, że nie wzbogaciła się. Dawni malarze używali ziem,
ugrów, czerni słoniowej - tym można zrobić wszystko. Potem usiłowano
dodać jeszcze parę innych kolorów; ale jakże łatwo można by się
bez nich obejść! Mówiłem panu na przykład o wielkim odkryciu, jakim
miało być niby zastąpienie czerni czerwonym i niebieskim; jakże
jednak ta mieszanina daleka jest od finezji czerni słoniowej, która
poza tym nie zmusza nieszczęsnego malarza do wynajdywania sobie
samemu trudności! Ograniczona paleta nie przeszkadzała dawnym malarzom
malować równie dobrze jak dzisiaj (trzeba być uprzejmym dla współczesnych),
a na pewno to, co malowali, było bardziej trwałe!".